niedziela, 2 lipca 2017

32. Nowy początek - Iskra jest zapowiedzią pożaru

Ta… wiem, że długo przyszło czekać. Przepraszam Was wszystkich i mam nadzieję, że ktoś jeszcze czeka. Uściski dla Pyśki za wytrwałość <3.




Selena znad filiżanki gorącej herbaty, patrzyła na ekipę wynoszącą zniszczoną kanapę. Rośli mężczyźni bez szemrania wykonywali polecenia jakiegoś niskiego konusa, który niemal łasił się do Kusaribe. Na każdą sugestię odpowiadał z aż przesadną nadgorliwością, warknięciami popędzając milczącą grupę podwładnych. Skrzywiła się na widok kolejnego obłudnego uśmiechu i przeniosła wzrok na towarzysza. Po przeciwnej stronie pomieszczenia stał Hunter i kierował całą akcją, uzgadniając wszystko z właścicielem domku. Krótko, konkretnie i na temat. Co potrzebne, co zbędne, a czego nie ma sensu ponownie umieszczać w salonie. Ze strzępów rozmów udało się jej ustalić, że na jutro mieli dostarczyć nowy mebel oraz ogarnąć resztę wystroju.
Cóż, nie musieli się spieszyć ponieważ to ich ostatnia doba w kurorcie. W sumie nawet trochę szkoda, bo przebywanie z Hunterem z dnia na dzień stawało się ciekawsze. Mężczyzna posiadał tyle różnych twarzy, że  to aż zdumiewało. Tak długo mieszkali pod jednym dachem a dopiero tutaj naprawdę zaczynała go poznawać. Selena westchnęła ciężko, podpierając na ręku brodę i zagapiając się na pejzaż za oknem.
— Niestety panie Kusaribe, na szybko udało nam się zorganizować wyłącznie ten futon do spania, ale zapewniam, że jest produktem z najwyższej półki i na pewno spełni wszelkie oczekiwania. Gwarantuje spokojny sen i wypoczynek.
— W porządku.
Selena z powątpiewaniem zerknęła na reklamowany produkt. Jakoś nie przypuszczała aby Hunter z założonym opatrunkiem, dał radę na tym przespać choćby połowę nocy. Dumając nad tym, dopiero po kilku minutach zorientowała się, że wreszcie zostali sami. Nikt już nie szurał przesuwanymi meblami, ani nie słychać było ciężkich kroków ekipy sprzątającej bajzel pozostawiony przez włamywaczy.
— Chyba śnisz jeśli myślisz, że pozwolę ci spać na tym czymś — mruknęła z konsternacją, kiedy Kusaribe rozłożył futon.
— Większość obywateli Japonii śpi na takich materacach — zauważył logicznie, ręką wygładzając poduszkę.
— Ale nie z takim obrażeniem — wytknęła mu, wstając z miejsca i stukając palcami w ranę. Syk jaki wydobył się z ust partnera, potwierdził jej teorię. — Potrzebujesz maksymalnej wygody.
— Traktujesz mnie jak dziecko.
— Mężczyźni są dużymi dziećmi.
— Nawet nie skomentuję. W każdym razie, skoro tak… dobrze. Słucham z niecierpliwością propozycji — westchnął podpierając się pod boki i patrząc na Selenę z góry.
— Będę spała na futonie.
— Jako dżentelmen nie mogę się na to zgodzić.
— A jako osoba odpowiedzialna za twoje obrażenia, nie zgadzam się na sen w tak spartańskich warunkach.
— To nie ty mnie zaatakowałaś.
— Ale zrobiono to z mojego powodu — prychnęła ze złością, krzyżując ramiona na piersi i unosząc dumnie brodę.
— Nie.
Selena aż odetchnęła głębiej widząc zaciętą minę towarzysza. Cóż, chyba nadeszła najlepsza pora aby odwołać się do jego rozsądku.
— Hunter. Jutro czeka nas kilkugodzinna podróż samochodem i musisz być przytomny za kierownicą. Jakoś niezbyt entuzjastycznie napawa mnie wizja wylądowania na drzewie, z powodu twojego niewyspania albo przez spowolniony czas reakcji. To chodzi o nasze bezpieczeństwo.
— Hm.
— Dlatego też proponuję kompromis. — Wsunęła rękę pod ramię towarzysza, prowadząc go do sypialni z zadowoleniem odnotowując brak oporów. Zamierzała w pełni przekonać Kusaribe do swojego pomysłu. — Spójrz. To łoże spokojne zmieściłoby cztery dorosłe osoby. Dlatego, skoro tak bardzo uwłacza ci fakt, że mam spać na podłodze to pozostaje nam ostatnia możliwość.
— Mianowicie?
— Och, naprawdę muszę to mówić? Mimika cię zdradza, że już wiesz.
— I niezbyt mi się ten pomysł podoba.
— A to niby dlaczego? Oboje jesteśmy dorośli.
— Naprawdę musisz pytać? — Aż się zarumieniła pod spojrzeniem Huntera, zaciskając mocniej usta.
— Nie dramatyzuj. Kaleki nie ruszę  — sapnęła, siląc się na obojętność. — Poza tym, nawet nie zauważymy swojej obecności.
— Cóż, łóżko rzeczywiście jest dość szerokie…

~oOo~

Selena aż przeklęła cicho drgając nerwowo oraz macając obok siebie materac. Ten dzień należał do naprawdę męczących i ekscytujących, ale nie spodziewała się, że padnie jak ściera. Ledwie przyłożyła policzek do poduszki a usnęła. Nie miała bladego pojęcia ile trwała ta drzemka, ale faktem pozostawało, że Hunter jeszcze się jeszcze nie kładł. Tak, po długich negocjacjach udało jej się przekonać Kusaribe do położenia się w łóżku. Postawiła na swoim, ale co z tego skoro chyba zamierzał iść spać dopiero jak ona będzie w fazie REM. Sprytne.
Wzdychając ciężko podniosła się do siadu, odganiając z twarzy włosy. Cóż, chyba będzie musiała przywlec tu Huntera siłą i jeżeli nie da jej wyboru, to naprawdę to zrobi. Przeciągając się, niechętnie zwlekła się z łóżka zaraz narzucając na siebie szlafrok. Po drzemce, mocno odczuwała panujący w domku chłód i głupotą by było się przeziębić. Zwłaszcza na sam powrót do Tokio.
Stała już przy drzwiach, gdy niespodziewanie usłyszała zza nich cichą rozmowę. Przez pierwszą chwilę myślała, że to może Kusaribe telefonuje do kogoś, ale nie. Bardzo wyraźnie docierał do Seleny damski głos i do diabła, doskonale tę barwę znała. Znowu ta nachalna baba z przyjęcia na plaży! Zaciskając zęby z niezadowolenia, mimowolnie zerknęła za zegar stojący na komodzie. Widząc późną godzinę aż zmieliła w ustach ciche przekleństwo. Ten babsztyl wstydu nie miał skoro potrafił się wprosić do nich o tej porze. Marszcząc ze złości brwi złapała za klamkę i powoli wkroczyła do salonu. Tak, zdecydowanie się nie pomyliła.
— Cześć, Loro — rzuciła, mierząc gościa nieprzychylnym spojrzeniem i siląc się na spokój. Kobieta jakby nigdy nic siedziała na hokerze oraz popijała coś z wysokiej szklanki. Selena musiałaby być ślepa aby nie dostrzec, jak na jej widok, uśmiecha się przebiegle zza szkła. Oho, czyli będzie wojna.
— Witaj, właśnie rozmawialiśmy o tobie.
Słysząc ten sztuczny entuzjazm aż skrzywiła się mimowolnie, zerkając na przyglądającego się jej w zamyśleniu Huntera. Cóż, jeżeli się spodziewała od niego jakiś wyjaśnień to srogo się zawiodła.
— Doprawdy? — Wystudiowanym ruchem ręki odrzuciła na plecy rozpuszczone włosy, przekrzywiając lekko głowę. Tak, ten gest opanowała do perfekcji. Miał on za zadanie pokazać jej pewność siebie oraz uwydatnić wszelkie walory. Jednym słowem zamierzała zaszczuć Lorę. Najwyższa pora porzucić subtelną grę i pokazać tej wywłoce, że za dużo sobie pozwala przyłażąc tu w środku nocy. — Co takiego ciekawego mówiliście?
— Że jesteś wymarzoną współlokatorką — odpowiedziała śpiewnie kobieta, postukując pomalowanym na czerwono paznokciem o blat. — Dałaś nam tyle czasu sam na sam…
— Tak? — Selena uśmiechnęła się powoli okrążając wyspę i jakby w zamyśleniu musnęła palcami ramię Huntera. Mężczyzna na ten dotyk zerknął na nią lekko unosząc brew, a następnie wstał i dolał sobie whisky. Teraz obserwował wszystko opierając się o murek kominka. — A tak z ciekawości, przywiodła cię tu wizyta towarzyska czy może masz jakąś sprawę?
— To i to. Miałam nadzieję, że uda mi się namówić Huntera na spacer, ale z racji tego co was dziś spotkało, nie chciał zostawiać cię samej. — Lora oblizała kształtne usta, bawiąc się złotym wisiorkiem. — Nie dziwne. To bardzo odpowiedzialny i odważny facet.
— Owszem.
— Ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie.
— Być może — odparła Selena, przysiadając na hokerze i nawet się nie trudząc aby osłonić odsłonięte wysoko udo. Tak, zakup tego krótkiego szlafroka był dobrym pomysłem skoro nawet słynący ze stoicyzmu Hunter, zatrzymał na sekundę dłużej wzrok na wyeksponowanym fragmencie ciała. — Chcesz iść?
— W zasadzie to już zamierzałem się położyć — odpowiedział, odstawiając szklankę na gzyms nad paleniskiem.
— Och, daj spokój — zaśmiała się Lora, wypinając mocniej biust i nerwowo gładząc owalny medalik umieszczony w zagłębieniu pomiędzy piersiami. Poczuła się wyraźnie nieswojo tracąc uwagę mężczyzny. Oziębłość Kusaribe do tej chwili tłumaczyła czuwaniem nad śpiącą za ścianą znajomą. W końcu każdy odczuwałby dyskomfort na myśl o świadkach ich zbliżenia. — Noc jeszcze młoda. Pokażę ci najpiękniejsze miejsce w zatoce.
— Nie czuj się zobowiązany, Hunter… — Selena oparła się łokciami o blat za plecami, spoglądając na niebo za oknem. Rzeczywiście blady księżyc świecił naprawdę mocno i przechadzka w jego blasku byłaby ciekawym oraz wyjątkowo urokliwym przeżyciem. Wymarzona noc na romantyczny spacer, wraz z atrakcyjną towarzyszką. Bo tego, że Lora była ładna nie negowała. — Jestem dużą dziewczynką i nie dam się tak łatwo porwać.
W zasadzie gdyby mocniej się postarała to mogłaby się odpłacić towarzyszowi za ten numer z samochodem, ale chyba nie miała serca rzucać go na pożarcie Lorze.
— No widzisz? — Kobieta poderwała się energicznie z miejsca, wygładzając na ciele opiętą sukienkę. Wreszcie los się do niej uśmiechnął i już wyłącznie minuty dzieliły ją od rozkosznego sam na sam z Hunterem. A trzeba przyznać, że zamierzała z tego spotkania wyciągnąć ile się da. — Nie daj się prosić.
— Przykro mi, Loro. Jutro wyjeżdżamy i czeka nas długa droga do domu — stwierdził Hunter, zatrzymując się przed Seleną oraz wyciągając do niej wyczekująco dłoń. Kiedy ją ujęła, pomógł jej wstać i lekko przyciągnął do siebie. — Dlatego tu musimy się pożegnać.
— Ale…
— Już późno, chcemy się już położyć — rzucił dobitniej, obejmując zaintrygowaną towarzyszkę i położył rękę na jej biodrze. — Dobranoc.
Selena z trudem opanowała parsknięcie na widok miny kobiety. Adoratorka Kusaribe wyglądała tak jakby trafił ją piorun, gdy wodziła wzrokiem od niej do Huntera. Nie dało się nie zauważyć jak dociera do niej brutalna prawda, którą w najmniej subtelny sposób zaserwował jej mężczyzna.
— Żegnam! — Tupiąc gniewnie obcasami rzuciła się do wyjścia, ale najwyraźniej miała im coś do zakomunikowania, bo zatrzymała się w progu. — Jesteś najbardziej perfidną osobą jaką poznałam! Pozwoliłaś mi sądzić, że on jest wolny i patrzyłaś jak się wygłupiam!
— Ale…
— Mam nadzieję, że kiedyś spotka cię to samo!
— Hm… jak to jest, że jak zwykle cała wina spadła na mnie? — zapytała Selena aż krzywiąc się na hałas zatrzaśniętych drzwi i zerkając na Huntera. — Kobiety nigdy jakoś nie piętnują mężczyzn.
— Dlaczego zwracasz się z tym do mnie?
— Bo jako wyjątkowo przenikliwy człowiek może znasz odpowiedź.
— Wiem tylko, że niepotrzebnie się z nią drażniłaś — zauważył, zerkając na Selenę z ukosa.
— Hej! Powinieneś być mi wdzięczny, a nie. Uchroniłam cię od napaści.
— Tak? A mi to wyglądało na pilnowanie terytorium. — Hunter przekręcił zamek w drzwiach, a następnie przeczesał palcami włosy. Zawiesił sekundę dłużej wzrok na nocnym niebie jakby w zadumie, po czym westchnął i poluźniając kołnierzyk koszuli, ruszył w stronę sypialni. — Dobrze nam zrobi parę godzin snu przed trasą.
— Strach się bać. Gdybym nie wstała to zarywałbyś noc z Lorą, nie przejmując się niewyspaniem — prychnęła pod nosem, nerwowo się bawiąc końcówką paska od szlafroka.
— Czyżbyś była zazdrosna?
— Raczej rozczarowana twoją nieodpowiedzialnością — wymamrotała z niechęcią, dodatkowo poirytowana widocznym w oczach Huntera rozbawieniem. — Radzę patrzeć przed siebie, inaczej wleziesz w futrynę.
Wchodząc za Kusaribe do sypialni, mimowolnie pomyślała o jego słowach. Czyżby naprawdę zrobiła się zaborcza? Owszem, niezbyt zadowalałby ją fakt jakby znalazł sobie tu jakąś kobietę — zresztą, pewnie miejsce nie grało roli — ale nie robiłaby problemów. Trochę by pobolało, wiadomo niezbyt łatwo przełknąć fakt, że coś czego się pragnie nie należy do nas. Jednak z czasem przeszłaby do porządku dziennego. Nie była dzieckiem.
— Nie kładziesz się?
— Już idę mamo.

~oOo~

Selena obudziła się wczesnym rankiem, z pewną dozą rozczarowania jak i ulgi odnotowując, że Hunter już wstał. Jakoś tak, pod osłoną nocy, wszystko wydawało się łatwiejsze. Co miała na myśli? Otóż, pierwotny plan spania na przeciwległych brzegach łóżka umarł śmiercią naturalną. Nie, nie… zdecydowanie nie zrobiła tego celowo, ale jak już ogarnęła fakt, że w trakcie snu wtuliła się w Huntera, jakoś specjalnie się nie przejęła. Ba, nawet uśmiechnęła się pod nosem i zapadła ponownie w drzemkę. Ciepło drugiego ciała działało odprężająco, a przede wszystkim czuła się bezpieczna. No, i stanowiło miłą odmianę. Jako żołnierz na ciągłej służbie nigdy nie mogła pozwolić sobie na taką bliskość. Wiadomo, wróg czyhał.
Po kilku minutach bezowocnego leżenia w końcu wygramoliła się z posłania, zmęczonym ruchem przeczesując grzywkę. Powoli docierała do Seleny brutalna prawda. Kiedy dotrą do Tokio zakończy się ta sielanka, a ona ponownie rzuci się w wir śledztwa. Porywy serca pójdą w odstawkę. No cóż, i tak powinna się cieszyć, że spadło jej z nieba te parę dni. Dzięki nim lepiej poznała Huntera, a także odpoczęła.
— Och, zrobiłeś herbatę — westchnęła, na widok parującego kubka kiedy wreszcie znalazła się w salonie. Całkowicie zignorowała pochylonego nad komórką kompana, uznając, że komentarz byłby stratą czasu. Najwyraźniej Kusaribe nie potrafił żyć bez swojej pracy. — O której wyjeździmy?
— Za godzinę.
— W porządku — przytaknęła, sącząc powoli napar i patrząc na fale oceanu za oknem. Chociaż nigdy by się nie przyznała, to odczuwała rozczarowanie. Tyle dni razem, a Hunter wciąż utrzymywał dystans. Liczyła na cokolwiek więcej niż dostała. Chociaż z drugiej strony, zawsze jakieś wspomnienia przywiezie do domu. Ten pocałunek podczas zwiedzania jaskini należał do niezapomnianych i z pewnością to wspomnienie umili jej kilka samotnych nocy.
Snując te rozmyślania nawet nie zauważyła, że Kusaribe oderwał wzrok od ekranu telefonu skupiając się na niej. Mężczyzna z nieprzeniknioną miną przyglądał się towarzyszce przez parę minut, a następnie wstał i schował komórkę do kieszeni spodni.
— Pójdę sprawdzić auto, a ty się szykuj.
— Ta… — mruknęła Selena nieobecnym głosem, wciąż wpatrując się na panoramę za szybą.

Selena wrzuciła do walizki ostatnią rzecz i bez entuzjazmu zasunęła suwak. Prostując się podparła się pod boki oraz omiotła wzrokiem całą sypialnie. Cóż, to już wszystko. W żadnym z pomieszczeń nie pozostał nawet ślad ich obecności. Nikt wchodząc do domku nie dowie się jak miło spędziła tu czas i ile ciekawych sytuacji widziały te ściany. Jak nawróciła się społecznie, a w zasadzie spróbowała zwyczajnego życia. Wreszcie zrzuciła wysłużony mundur wojownika i poczuła się jak turystka, skupiona wyłącznie na spędzaniu miło czasu. Gdzie iść i co zwiedzać, to jedyne problemy jakie spotkały Selenę podczas wizyty w kurorcie.
I chociaż odczuwała żal, że ten beztroski czas już minął to jednak miała świadomość, że nie powinna marudzić. Ten wyjazd trafił się jej jak ślepej kurze ziarno. Osoby, parające się szpiegostwem rzadko kiedy dostępowały luksusu odpoczynku. A Selenie spadły z nieba te trzy dni. I mimo całego stresu turniejowego — wiadomo, Samon mógł sprzątnąć główną nagrodę — to później okazało się, że pomysł nie należał do najgłupszych. Wreszcie wypoczęła. Wracała do Tokio ze świeżym spojrzeniem na sprawę.
Wysunęła rączkę walizki, bez entuzjazmu człapiąc do drzwi. Naprawdę starała się opanować żal. Nie powinna się krzywić jak mała dziewczynka pozbawiona lizaka. W końcu była elitarnym żołnierzem, czarodziejką na której barkach spoczęły losy świata.
Wzdychając ciężko zgarnęła klucze z szafki oraz ostatni raz obeszła wszystkie pomieszczenia sprawdzając czy niczego nie zapomnieli. Gdy się upewniła, z pewną dozą ociągania wyszła na ganek. Mrużąc oczy od palącego, porannego słońca ziewnęła i przekręciła klucz w zamku. Tak, zdecydowanie nadchodził koniec sielanki, pomyślała. Z nostalgią dotknęła lakierowanego drewna, przesuwając palcami po widocznych słojach. Tak to chyba była forma pożegnania z miejscem gdzie spędziła te spokojne dni. Ale jak to się mówi, wszystko co dobre szybko się kończy. Nic nie trwa wiecznie. Z tą niewesołą myślą, odwróciła się żeby odejść i aż podskoczyła wystraszona.
— Hunter! Nie skradaj się tak — sapnęła, kładąc dłoń na piersi gdzie szalało jej serce. Doprawdy, ten człowiek poruszał się jak duch. Czyżby zamierzał przyprawić ją o zawał? Widząc jak bez słowa powoli do niej podchodzi, zamierzała się cofnąć, ale ku własnej frustracji natrafiła plecami na drzwi. — Stało się coś?
— Tak.
No cóż, takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Czyżby ktoś zniszczył auto? A może poprzebijał opony? Samon był zdolny do każdej nikczemności aby uprzykrzyć im życie. siląc się na opanowanie, zmrużyła powieki i już zamierzała zapytać co takiego, gdy zamknął jej usta pocałunkiem.
Selena aż oparła się mocniej o drzwi, czując wirowanie w głowie. Eksplozja doznań sprawiła, że wszelkie myśli wyparowały i jedyne na czym potrafiła się skupić to na przypierającym ją do drewna mężczyźnie. O cieple drugiego, silnego ciała. Aż westchnęła cicho, zarzucając Hunterowi ręce na szyję. Po tak długim oczekiwaniu, wreszcie wykonał pierwszy ruch i cholera, w sekundzie skapitulowała. Łaknęła jego dotyku, smaku…
Och, kogo chciała oszukać, Kusaribe osiągnął swój cel. Pragnęła go aż do bólu, ledwie nad sobą panując. Geniusz zła, z wyjątkowo utalentowanymi ustami. Samymi pocałunkami doprowadzał ją do ekstazy, sprawiając, że aż uginały się pod nią kolana. Drżała jak liść na wietrze, wzdychając i przyciskając mężczyznę mocniej. Całe szczęście, że znalazła się między nim a drzwiami, bo w innym wypadku osunęłaby się na podłogę. To było zbyt wiele jak dla osoby tak niedoświadczonej. Ona znała życie żołnierza, suche, niebezpieczne, ale w miarę uporządkowane. Teraz natomiast została wrzucona na głęboką wodę namiętności. Nim się obejrzała, pozwoliła się porwać rwącej rzece swoich uczuć.
Jęknęła błagalnie, gdy wyczuła jak przesunął wargi na jej odsłoniętą szyję. Dosłownie czuła się tak jakby płonęła. Słodki ból rozlewał się tuż pod skórą, kiedy ona w myślach błagała o więcej. Och, co Hunter z nią najlepszego wyprawiał.
— Musimy jechać.
Spod rzęs spojrzała w lazurowe oczy mężczyzny, marszcząc brwi. Chyba coś powiedział, ale szum w głowie skutecznie utrudniał zrozumienie wypowiadanych przez Kusaribe słów.
— Słucham?
— Czas wracać.
— Nienawidzę cię — westchnęła w końcu przytomniejąc, na co Hunter zaśmiał się cicho.


3 komentarze:

  1. O MAtkoo!!! już myślałam, że odpuściłaś sobie to opowiadanie. Cieszę się, ze wróciłaś. Mam nadzieję, że notki będą częściej się pojawiać :P

    Werka

    OdpowiedzUsuń
  2. Super że kontynuujesz tego bloga. Życzę dużo weny.




    Kate

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo sie ciesze, ze wrocilas. To jedno z moich ulubionych opowiadan i mam nadzieje, ze bedziesz je kontynuowac :)
    Brakowalo mi tej naszej zwariowanej parki, mysle ze w Twoim wydaniu znakomicie sie uzupelniaja. A Hunter hm....
    Pozdrawiam i czekam na wiecej p.s. moze jeszcze w tym miesiacu?
    Marta

    OdpowiedzUsuń